Mój pierwszy raz z Netia Off Camera

Kilka słów po zakończeniu 10 edycji festiwalu Netia Off Camera o tym dlaczego warto tam być. Przyznam szczerze to była moja pierwsza i nie ostatnia wizyta na tym festiwalu, który ogranizacyjnie spełnił moje oczekiwania, ale filmowo momentami już było trochę gorzej. Nie widziałem wszystkich filmów, które chciałem zobaczyć ponieważ nie było już miejsc na seanse, albo nie było czasu, żeby przelecieć wszystko. A moje nogi nie biegają tak szybko.

Na pierwszy ogień w piątek poszły „Zakazane stany miłości” Tomka Wasilewskiego. Film wielokrotnie nagradzany na różnych festiwalach tu i tam.  Opwiadający różne historie kobiet z czasów PRL, właściwie nie było tam wyrażnego zakończenia, nie było puenty, zabrakło magicznego składnika.  Pozostało tylko rozdarcie wewnętrzne, a może ten film właśnie taki miał być. Nie będę Wam tutaj wykładał fabuły na tacy. Zróbcie dobry uczynek i idźcie do kina.  Sam film mnie trochę rozczarował spodziewałem się conajmniej takiego samego rozpierdolenia wewnętrznego jak po „Płonących Wierzowcach”, a dostałem coś co na zakończenie funduje mi odruch wymiotny po wczorajszym wypicu jednej butelki wina i szczrze mówiąc trudno byłoby wytłumaczyć na lekcji polskiego co autor miał na myśli.

Na festiwalu nadrabiałem głównie polskie filmy, które leciały już w kinach ja niestety z czystego lenistwa nie zdążyłem się na nie załapać, bo nie chciało mi się ruszyć z domu, albo wprowadzanie cyferek do komputera za bardzo mnie pochłoneło.

Następnego dnia przyszedł czas na „Jestem mordercą”  Macieja Pieprzycy.  Film taki, że wychodzisz z kina i jeszcze długo potem mózg masz roziebany i zastanawiasz się nad tą historią. Zaraz po wyjściu z kina nie byłem w stanie ocenić tego filmu, a teraz po kilku dniach bez wątpienia dostałby odemnie 5/5 gwiazdek bo grało w nim wszystko: światło, dialogi i montaż. I świetna rola Arkadiusza Jakubika.

Podobał mi się też „Kamper” film na  który poszedłem z przypadku. Debiut  Łukasza Grzegożka, fanom komputerowych związków międzyludzkich napewno się spodoba.  I nie powiem Wam czy ta historia kończy się happy endem, bo miało być bez spojlerów.

Magda Boczarska w roli Michaliny Wisłockiej w „Sztuce kochania” zupełnie mnie zachwyciła w tym filmie grało wszystko, kolory, kadry i gra aktorska, która bez wątpienia wciąga i klimat. Kto jeszcze nie widział niech biegnie do kina. Gorąco plecam kochajcie się. Choć Maria Sadowska nie jest dobry reżyserem i mam wrażenie, że bez pomocy, aktorów i producetów ta zupa mogłaby wyjść zdecydowanie za słona.  A tak zrobili z tego całkiem dobre danie, które warto zjeść i gwarantuje, że wyjdziesz z kina z uśmiechem na twarzy., albo jeszcze lepiej po senasie zafundujesz sobie upojną noc w towarzystwie dwóch Pań, albo dwóch Panów jak kto woli .

„Amok” Kasi Adamik zupełnie mnie nie przekonał, może dlatego, że nienawidzę hororów morderstw i innych tym podobnych rzeczy, a historia tego psychola choć momentami przyprawiała o dreszcze i może nawet trzymała w napięciu to wychodziłeś z kina i w duchu myślałeś sobie: „Ja pierdolę co to było”.  Jedynie Łukasz Symilat trzymał tutaj poziom, podobnie zresztą w „Zjednoczonych stanach miłości”.

Potem przyszedł czas na bajkę czyli „Czerwonego żłówia”, którą każdy powinien obejrzeć. To nie była zmarnowana godzina.  Dziwaczna historia w „Buster’s Mal Heart” jest prawie tak samo dobra jak jestem mordercą. Rami Malek z brodą wypada całkiem nieźle.

Później popełniłem błąd i wybrałem się na film „Discreet” w reżyserii Travis Mathews pokazywany w bloku amerykańskiej nowej fali. I to był największy błąd tego festiwalu i najlepiej zmarnowane 80 minut w życiu. Nie idźcie na ten film pod żadnym pozorem, lepiej wydać 15 zł na burgera. Gdyby była taka skala to ten film dostałby odemnie -11 na 10. I już wiem, że ląduje na pierwszym miejscu w rankingu najgorszych filmów, które kiedykolwiek obejrzałeś” nie zależnie od tego czy to nowa fala czy nie. Czy to film z gatunku tematów trudnych.  Wychodzisz z kina i naprawdę masz odruch wymiotny. Serdecznie nie polecam.

Na koniec zostawiłem naprawdę trudny temat. „Plac zabaw” Bartosza M. Kowalskiego.  To film, który dostał już nie jedno wyróżnienie na festiwalu filmowym, a nawet jedną nagrdę Don Kichot od Polskiej Federacji Dyskusyjnych Klubów Filmowych, był też nominowany do Złotych Lwów. Ten film zostanie w twojej pamięci na długo, szczególnie jeśli jesteś rodzicem i nie do końca zdajesz sobie sprawe co Twoje dziecko wyprawia w szkole, a Twoje zaintersowania w tym temacie kończą się na pytaniu: „Czarek, jak było dziś w szkole” i Czarek odpowiada: „Dobrze, mamo”

Netia Off Camera to festiwal, który Cię zaskoczy. Dlatego warto tam być. Do zobaczenia za rok w gorący majowy weekend mam nadzieję, że na dłużej niż tylko 5 dni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *